PRL 

Intensywny rozwój ciepłownictwa w Polsce rozpoczął się po zakończeniu II wojny światowej. Na początku działalność przedsiębiorstw państwowych, przy odbudowie i budowie infrastruktury ciepłowniczej, nie odbiegała w zasadzie od metod przedwojennych. Ze względu na duże zróżnicowanie lokalnych warunków i potrzeb, trudno mówić o jednolitym modelu ciepłownictwa, który byłby powszechny w całym kraju.

 

W każdym mieście, w którym wprowadzono instalacje ciepłownictwa systemowego, musiano wypracować własny, niepowtarzalny schemat jego funkcjonowania. Z tego względu, próba opisu głównych tendencji w historii polskiego ciepłownictwa musi ograniczać się do przedstawienia zagadnień ogólnych. Szczegółowe historie firm działających w branży publikowane są w monografiach poszczególnych przedsiębiorstw ciepłowniczych, ciepłowni i elektrociepłowni.

 

Ze względu na charakter gospodarki centralnie sterowanej, odgórne założenia były wręcz odwrotne – dążono do maksymalnego zunifikowania rozwiązań technologicznych czy organizacyjnych. Lokalne przedsiębiorstwa ciepłownicze i samorządy miały ograniczoną swobodę decydowania o własnym rozwoju. Polskie ciepłownictwo powstawało w warunkach ścierania się tych dwóch tendencji: z jednej strony – konieczności dostosowania się do lokalnych uwarunkowań, a z drugiej – płynącymi z centrali, jedynie słusznymi wytycznymi.

 

Od 1948 roku działał Zakład Osiedli Robotniczych (ZOR) – instytucja państwowa pełniąca rolę inwestora. ZOR budował całe jednostki urbanistyczne, dzięki czemu równocześnie z mieszkaniami powstawała infrastruktura – szkoły, sklepy, ulice, a także kotłownie i sieci ciepłownicze. Do 1955 roku wydajność wybudowanych przez ZOR kotłowni wyniosła ok. 800 kcal/h, przy czym średnia wydajność urządzeń z wodą o temperaturze 90/70°C wynosiła ok. 8 kcal/h, a z czynnikiem o wysokiej temperaturze 130/80°C – 12-15 kcal/h. Długość sieci ciepłowniczych osiągnęła tylko 310 km w budownictwie mieszkaniowym, natomiast w sektorze przemysłowym 880 km.

 

 

W pierwszym okresie powojennej odbudowy miast priorytetem było zapewnienie mieszkańcom podstawowych warunków do życia. Odtwarzanie infrastruktury miejskiej przebiegało więc żywiołowo, a działania dyktowane były bieżącymi potrzebami. W tej sytuacji nie mogło być mowy o planowanym rozwoju ciepłownictwa, przywracano kotłownie tam, gdzie istniały jeszcze przed wojną, zaś w większości lokali, w których dominowało ogrzewanie piecowe, nie decydowano się na zmiany i pozostawiano dotychczasowe urządzenia. Inaczej wyglądała sytuacja na nowo powstających osiedlach i w dzielnicach, gdzie budowano lokalne kotłownie niskoparametrowe, które ogrzewały po kilka budynków. Podczas ich konstrukcji nad względami technologicznymi najczęściej dominowały kryteria oszczędności czasu i materiałów, co niestety wpływało negatywnie na eksploatację urządzeń w kolejnych latach. Paliwem w tych obiektach był najczęściej węgiel lub miał węglowy. Nie miały one instalacji odpylających, zatem spaliny w żaden sposób nieoczyszczone odprowadzano do atmosfery. Nie uzdatniano także wody w instalacjach, co powodowało osadzanie kamienia w rurach, przez co częste awarie kotłów. Obsługa była w przeważającej części ręczna. Załogę takiego obiektu stanowiło od kilku do kilkunastu osób – palaczy i pomocników, którzy przy pomocy ręcznych wózków, tzw. japonek, ładowali paliwo do kotłów. Następnie – również ręcznie – należało wywieźć żużel. Praca była bardzo ciężka, towarzyszyła jej wysoka temperatura i znaczne zapylenie. Duża ilość lokalnych kotłowni oraz indywidualnych pieców kaflowych, znacząco wpływała na wygląd miast w latach 60. i 70. XX wieku. Przede wszystkim ze względu na zadymienie – setki kominów wypuszczających w niebo nieoczyszczane w jakikolwiek sposób spaliny, świadczyły ponad wszelką wątpliwość, że „zaczęli grzać”.

 

W ówczesnych warunkach o rozpoczęciu sezonu grzewczego decydowały władze miejskie i wojewódzkie – bywało tak, że gdy rodzina wojewody lub innego dygnitarza zaczynała marznąć, podejmowano decyzję o akcji grzewczej. Paliwo do kotłowni dostarczano wszystkimi dostępnymi środkami transportu: konnymi furmankami, traktorami, a z upływem czasu samochodami ciężarowymi. Dla przedsiębiorstw ciepłowniczych było to duże wyzwanie logistyczne. 

 

 

Kolejnym etapem rozwoju scentralizowanych źródeł ciepła było powstawanie tzw. kotłowni centralnych, czyli ciepłowni miejskich obejmujących zasięgiem działania po kilka osiedli, całe dzielnice, a czasami nawet całe miasto. Były to obiekty najczęściej wyposażone w kotły wodne, rusztowe (WR-25, WR-10) o ciągu naturalnym.

 

Program rozbudowy ciepłownictwa zdalaczynnego w Polsce obejmował również wykorzystanie istniejących już obiektów, gdzie ciepło najczęściej traktowane było jako produkt odpadowy. W niemal wszystkich większych miastach istniały po wojnie elektrownie kondensacyjne, wybudowane w latach 20. i 30. XX wieku lub wcześniej. W latach 1945-1955 były one modernizowane, a niektóre z nich rozbudowano przez dodanie nowych kotłów i turbin lub urządzeń pomocniczych.

 

W tym czasie zakłady te, chociaż wyposażone w turbozespoły o stosunkowo małych mocach na niskich parametrach pary, stanowiły podstawowe źródła energii elektrycznej. Z czasem, w związku z uruchamianiem wysokoprężnych elektrowni kondensacyjnych o dużych mocach, elektrownie w miastach traciły coraz bardziej na znaczeniu jako źródła energii elektrycznej, nawet szczytowej. Rozpoczęto zatem ich przebudowę na elektrociepłownie.

 

 

Przemawiały za powyższym następujące argumenty:

 

• położenie elektrowni w obrębie miast stwarzało bardzo dogodne warunki do zasilania w energię cieplną budownictwa miejskiego ze względu na bliskie odległości od odbiorców; w związku z tym przy niskich nakładach inwestycyjnych można było szybko wybudować sieci ciepłownicze i zrezygnować z budowy kotłowni ogrzewniczych w celu zaopatrzenia nowego budownictwa w energię cieplną

• zapotrzebowanie na energię cieplną w rejonie elektrowni przewyższało na ogół zdolność produkcyjną energii cieplnej przez te elektrownie, co pozwalało na obciążenie ich w stosunkowo krótkim czasie i uzyskanie pełnych efektów ekonomicznych

• jednostkowe zużycie ciepła w turbozespołach kondensacyjnych pracujących w układzie skojarzonym wynosiło 1200-1400 kcal/(kWh), a nawet i mniej, czyli było mniejsze niż w ówcześnie budowanych elektrowniach kondensacyjnych ok. 2000 kcal/(kWh)

• przebudowa nieekonomicznych miejskich elektrowni kondensacyjnych na elektrociepłownie umożliwiła utrzymanie w pracy kotłów i turbin, które w układzie kondensacyjnym powinny być wycofane lub wykorzystanie ich byłoby ograniczone

• koszty rekonstrukcji elektrowni w przeliczeniu na jednostkę uzyskanej mocy cieplnej były mniejsze niż koszty budowy kotłowni ogrzewniczych

• wykorzystanie istniejących elektrowni, jako źródeł energii cieplnej, polepszyło warunki sanitarno-higieniczne miast przez zmniejszenie zapylenia i zasiarczenia powietrza atmosferycznego, a ponadto zmniejszyło skalę transportu paliw w obrębie miast.

 

Odnosząc się do doświadczeń warszawskich przy projektowaniu i budowie elektrociepłowni rozróżnić można trzy etapy rozwojowe:

 

• budowa Elektrociepłowni Warszawa-Żerań; została ona zaprojektowana i zbudowana według ówczesnych typowych projektów elektrociepłowni ZSRR, tj. na parametry dolotowe pary 90 atm, 500°C z turbinami upustowo-kondensacyjnymi o mocy 25-30 MW i kotłami o wydajności 230 t/h

• budowa Elektrociepłowni Warszawa-Siekierki; temperatura pary została tu podwyższona do 535°C; główne urządzenia Elektrociepłowni Warszawa-Siekierki nie uległy poważniejszym zmianom, lecz wszystkie zostały wykonane w Polsce

• elektrociepłownie budowane w latach 1960-1970 oraz rozbudowa elektrociepłowni Warszawa-Żerań i Warszawa-Siekierki; cechą charakterystyczną tych instalacji było podwyższenie parametrów dolotowych pary do 130 atm, 535°C, tj. do parametrów stosowanych współcześnie w elektrowniach kondensacyjnych

• innowacją było również stosowanie turbin przeciwprężnych oraz pokrywanie szczytowych obciążeń cieplnych z kotłów wodnych o wydajnościach do 120 Gcal/h.

 

 

Przy budowie sieci cieplnych, w początkowym okresie wprowadzania ciepłownictwa w Polsce, wykorzystywano sieci kanałowe z izolacją podwieszoną. W kolejnych latach ze względów oszczędnościowych zastępowane one były konstrukcjami bezkanałowymi (dla rur Ř<350 mm) oraz kanałami prefabrykowanymi zalewanymi pianobetonem (dla rur 250-600 mm). Kanały zbudowane były z ław fundamentowych, na których układano malowane i okręcane izolacją rury, przykrywanych betonowymi osłonami – tzw. łupinami. Następnie spoiny elementów cementowano, smarowano lepikiem i smołą. Sama izolacja rur wykonana były z waty mineralnej przymocowanej drutem lub metalową siatką, wierzchnią warstwę stanowiła zaś papa. Rurociągi układane bezkanałowo otaczano izolacją zasypową, tzw. filem – specjalnym materiałem stanowiącym mieszaninę asfaltów ponaftowych i innych wypełniaczy. Niedokładności przy wykonaniu ciepłociągów oraz niskiej jakości materiały były w kolejnych latach przyczynami poważnych awarii oraz strat ciepła.

 

Na początku rozwoju ciepłownictwa nie stosowano w budynkach węzłów wymiennikowych, jakie dziś są powszechne. Standard stanowiły węzły hydroelewatorowe lub ze zmieszaniem pompowym. W efekcie w kaloryferach w mieszkaniach płynęła woda sieciowa z kotłowni – często o bardzo wysokiej temperaturze i zmiennym ciśnieniu. Rozwiązania te były bardzo niekorzystne pod względem eksploatacji sieci ciepłowniczych (niekontrolowane ubytki wody sieciowej), ale również uciążliwe dla odbiorców, którzy mieli bardzo ograniczoną możliwość regulacji grzejników.

 

Wersja do druku Wersja do druku | Mapa witryny
© Całość praw autorskich: Filip Wiśniewski