Geneza

Prąd elektryczny – dla nas, współczesnych, całkowicie powszechny i zwyczajny – nie jest być może najdoskonalszą formą energii, jednak w naszym świecie zyskał pozycję dominującą. O jego popularności zdecydowała uniwersalność – możliwość zamiany na środki pozwalające na zaspokojenie w zasadzie wszystkich potrzeb człowieka. Historia ostatnich dwóch wieków wynalazków, rozwoju techniki i nauki, to w dużej mierze opowieść o coraz to nowych urządzeniach wykorzystujących energię elektryczną. W 1821 roku Michael Faraday odkrył zjawisko rotacji elektromagnetycznej, co pozwoliło na wynalezienie w następnych latach silnika elektrycznego, w 1833 roku Carl Friedrich Gauss i Wilhelm Weber skonstruowali telegraf elektryczny, a w 1854 roku Heinrich Göbel zapalił pierwszą żarówkę. Od XIX wieku energia elektryczna wytwarzana w jednym miejscu jest gdzieś indziej wykorzystywana do pracy fizycznej, rozrywki, przesyłu informacji, czy w końcu staje się źródłem ciepła i światła. Wydobycie i zaprzęgnięcie do pracy tej niewidzialnej mocy tkwiącej w martwej – wydawałoby się – materii, to wyzwanie, które inspirowało najwybitniejsze umysły w historii cywilizacji począwszy od Talesa z Miletu, poprzez Alberta Einsteina, Nikolę Teslę i wielu innych.

 

Z obecnością energii elektrycznej w przyrodzie stykał się już człowiek pierwotny, jednak oślepiające błyskawice, huk wyładowań i zniszczenia, które powodowały, skutecznie odstręczały go od prób praktycznego jej wykorzystania i przez tysiące lat pozostawała ona w dominium istot nadprzyrodzonych. Pioruny były atrybutami boskości – w mitologii egipskiej władał nimi Set, w nordyckiej Thor, nad Morzem Śródziemnym – Jowisz w Rzymie i Zeus w Grecji, a na słowiańszczyźnie – Perun. Skutki uderzenia pioruna mogły być zarówno twórcze, jak i niszczycielskie – podobno pierwsze uderzenie w czasie burzy zapładniało ziemię. Wiara w bliskie związki piorunów z bóstwami nie przemija, jeszcze dziś możemy zobaczyć gromnice palące się w oknach domów podczas burzy, zresztą – sama nazwa świecy pochodzi od słowa „grom”.

 

 

Święty Erazm z Formii, zwany też Elmo, wygłaszał kazanie, gdy tuż obok uderzył piorun. Niezłomny kaznodzieja jednak nie przerwał, a jego odwaga porwała serca słuchaczy, od tego czasu uznawany jest on za patrona żeglarzy, którzy modlą się o jego wstawiennictwo podczas burzy. Jego imieniem – jako „ognie św. Elma” – określa się wyładowania, powstające na szczytach masztów i rejach żaglowców, a także słupach anten czy skrzydłach samolotów.

 

Według niektórych autorów pierwsze historyczne ślady „racjonalnego” zainteresowania elektrycznością odnajdujemy w starożytnym Egipcie. Na ścianach świątyni bogini Hathor w Denderze przedstawiono przedmioty, które miały być lampami elektrycznymi. Wizualnie wszystko wydaje się być na swoim miejscu: umieszczony w szklanej bańce żarnik symbolizowany przez węża, łodygi i kwiaty lotosu na oznaczenie przewodów i oprawki oraz „coś”, co przypomina dzisiejsze izolatory. Na podstawie tego obrazu Austriak, inżynier Walter Garn skonstruował działające urządzenie dające nieco światła. Pozostawała jednak kwestia zasilania: skoro jest odbiornik, gdzie podziały się źródła energii. „Odkryto” je entuzjastycznie w niedalekim Bagdadzie- były to gliniane naczynia z miedzianym walcem wewnątrz, zamykane osadzonymi w asfalcie korkami.

 

Rekonstrukcja urządzenia i wypełnienie go organicznym kwasem faktycznie wywołało reakcję, której wynikiem było uzyskanie napięcia ok. 0,5 V. Jednak przy dokładniejszej analizie okazuje się, że chęć udowodnienia przyjętych hipotez za wszelką cenę spowodowała u „badaczy” nadinterpretację faktów. Przeprowadzona przez Franka Dörnenburga krytyczna analiza zarówno zachowanych w Denderze reliefów, jak i bagdadzkiej baterii obala wywody zwolenników elektryfikacji w państwie faraonów. Naścienne ilustracje odnoszą się do obchodów święta Nowego Roku: wąż symbolizuje tu świt i wschód Słońca, natomiast odkryte w Bagdadzie naczynia służyły rzemieślnikom do złocenia i posrebrzania wyrobów jubilerskich, nie mogły zaś być efektywnym źródłem energii elektrycznej.

 

Bardziej wiarygodna wydaje się być hipoteza o elektrostatycznych właściwościach Arki Przymierza – zbudowana wg instrukcji zachowanej w Księdze Wyjścia: z drzewa akacjowego; jej długość będzie wynosiła dwa i pół łokcia; jej wysokość półtora łokcia i jej szerokość półtora łokcia. I pokryjesz ją szczerym złotem wewnątrz i zewnątrz, i uczynisz na niej dokoła złote wieńce. Dwie warstwy przewodnika rozdzielone dielektrykiem – to schemat budowy kondensatora! Do jego „obsługi” należało być wyposażonym w specjalne, ochronne ubranie (szaty kapłańskie) oraz przejść odpowiednie przeszkolenie. Młodzi kapłani, którzy nie posiedli jeszcze całej tajemnicy, czy też świętokradcy, którzy nieupoważnieni odważyli się wyciągnąć rękę ku Skrzyni Bożej, ginęli: …wyszedł ogień od Pana i spalił ich tak, że zmarli. Według domysłów, skrzynia-kondensator ładowana była poprzez pocieranie przez kapłanów lub poprzez wykorzystanie elektryczności „atmosferycznej” – łącząc jedną z okładzin z ziemią, a drugą z metalowym przedmiotem na odpowiedniej wysokości (np. dachem świątyni). Jak wiadomo z Biblii – Mojżesz miał szansę poznać tajemnice egipskich kapłanów podczas dorastania na dworze faraona – ci zaś wcześniej już posiedli podobno umiejętność konstruowania kondensatorów, które strzegły fortec i świątyń przed rabunkami. Wiedzę tę, według mitologii, przekazał im sam Horus – bóg nieba.

 

Wersja do druku Wersja do druku | Mapa witryny
© Całość praw autorskich: Filip Wiśniewski